Zurych
Odwiedzający Zurych (Ziirich) czasami odnoszą wrażenie, że jest on kwintesencją Szwajcarii, a cała reszta - Jezioro Bodeńskie (Bodensee, Jezioro Konstancji), śnieg, góry i lodowce aż do Jeziora Genewskiego (Lemańskiego) - to teren rekreacyjny dla ciężko pracujących bogaczy. Z kolei przez mieszkańców jest rostrzegany jako serce Szwajcarii, motor napędowy całego kraju. Występująca tutaj szwajcarska odmiana języka niemieckiego ma nieco szerszy zasięg oddziaływania niż inne dialekty regionalne. Używają jej spikerzy programów radiowych i pracownicy stacji telewizyjnych, dla których większość filmów kręconych jest najczęściej w okolicach Zurychu. Wszelkie nowinki kulturalne z tego miasta dość szybko naśladują mieszkańcy innych części kraju.
Przyjazd do Zurychu
Podróżni, którzy przybywają do miasta samolotem, lądują na największym lotnisku Kloten. Chcąc dostać się do centrum, wielu przyjezdnych korzysta z wygodnych pociągów (w ciągu godziny 4-6). Po zameldowaniu się w hotelu warto jak najszybciej udać się na zwiedzanie miasta. Najlepiej rozpocząć od dzielnicy Niederdorf, zwanej pieszczotliwie "Dórfli", gdzie najprzyjemniej spędza się czas wieczorem. Niederdorfstrasse - wąską uliczkę w sercu miasta, poprzecinaną ponad 30 innymi - całkowicie wyłączono z ruchu samochodowego. Stoją przy niej gotyckie kamienice, a w nich kryją się piekarnie, delikatesy, sklepy tytoniowe, księgarnie i antykwariaty. Jest to także tętniąca życiem dzielnica zamieszkana przez ok. 5 tys. młodych ludzi, nadających temu miejscu powiew świeżości. O zachowanie tradycji dba starsze pokolenie - ci, którzy się tu urodzili i pamiętają jeszcze spokojną, "sielską atmosferę".Niederdorf to także najstarsza w Zurychu dzielnica rozrywki i nocnych atrakcji. Zabawa rozkręca się na dobre dopiero ok. godz. 20.00. Wcześniej w restauracjach i kafejkach na chodniku bez trudu można znaleźć wolne stoliki. Uliczni grajkowie zajmują się strojeniem instrumentów, a prostytutki i tancerki klubowe sączą leniwie kawę przy barze. Wkrótce wszystko nabiera rozpędu - nieprzebrany tłum wypełnia ulice, piwo leje się strumieniami niczym w Monachium, a bary rozbrzmiewają muzyką. Zycie zamiera około północy, ale w kilku klubach toczy się nadal, przynajmniej do 2.00 nowego dnia. Każdego ranka na Hauptbahnof (Dworzec Główny) morze ludzi z teczkami, w granatowych garniturach lub kostiumach, wlewa się do miasta z przedmieść, które nieustannie wdzierają się coraz dalej w tereny zielone na zachodzie, północy i wschodzie. Cichą, pospieszną procesją napływają tu biznesmeni, sekretarki, menedżerowie, urzędnicy bankowi, prawnicy i personel sklepów.